0
brzemia 23 grudnia 2017 19:35
Na wstępie muszę zaznaczyć, iż wyjazd był zorganizowany i wg wszelkich wytycznych f4f nie kwalifikuję się do "PP" (prawdziwy podróżnik).

Mam kilka powodów dla których popełniłem tę wycieczkę i muszę przyznać, iż było warto.

1. Jestem osobą, która nie jest w stanie spędzić w jednym miejscu dłużej niż 2-3 dni, od razu szukam wypożyczalni samochodów, map i planuję zwiedzić okolicę, a forma rejsu jest dla mnie idealna, codziennie nowe miejsce, bez konieczności pakowania się i zmiany noclegów. Jest to mój drugi rejs w tym roku, wcześniej byłem z Costą Deliziosą na Morzu Śródziemnym.
2. w programie była Madera - przez wielu słusznie nazywana królową Atlantyku
3. postanowiłem zabrać rodziców na rejs, na którym bezstresowo i w języku polskim mogą spędzić 40 rocznicę ślubu
4. rejs wypadł w moje urodziny, kto by nie skorzystał z darmowej imprezy urodzinowej na wycieczkowcu ?

Parę słów o Itace oraz statku Ocean Majesty, który Itaka wynajęła na cały sezon zimowy. Ocean Majesty to zwodowany w latach 60 XXwieku przerobiony prom pasażerski z zachowaniem układu podobnego do wielkich statków linii Costa lub MSC. Dla porównania: Ocean Majesty to statek wycieczkowy, a statki linii Costa lub MSC to pływające hotele. Czułem się jak na Batorym i podobało mi się, choć wiem ze spora część pasażerów miała chorobę morską podczas nocnego rejsu na Maderę ;)

Ze strony Itaka można dowiedzieć się, iż statek przez całą zimę kursuje między wyspami Kanaryjskimi, Maderą i Marokiem (Agadir) i można wybrać sobie odpowiedni układ zwiedzania. Ja wybrałem 7 dniowy rejs z Maderą wylot EnterAir z Katowic.

Podobno Itaka przygotowywała się do tego 1,5 roku - naprawdę było to widać na każdym kroku, co w miarę relacji będę pokazywał. Wszystko było przetłumaczone na język polski, włącznie z instrukcją obsługi sejfu w szafie, personel który miał bezpośredni kontakt z pasażerami był z Polski lub mówił w języku polskim. Nawet załoga filipińska potrafiła powiedzieć dziękuję i przepraszam ;)Wszystko wyglądało podobnie jak na Costa, wliczając w to gazetki pokładowe, kolację z kapitanem, wieczorne atrakcje z polską gwiazdą, ale po kolei ....

Dzień 1 - 14.12.2017
Wylatujemy z Katowic o 9:30 rano linią EnterAir i po ponad 5h lądujemy na lotnisku Tenerife South Airport TFS, niestety statek stoi w porcie Santa Cruz de Tenerife.

giblartar.jpg



wulkat_teide.jpg


Już na lotnisku oznaczono i zabrano nasz bagaż, zobaczymy go dopiero w kajucie. W zamian otrzymaliśmy pierwszą gazetkę pokładową, mamy więc około 45 minut w autokarze na przestudiowanie pierwszego dnia rejsu.

gazetka1.jpg


W terminalu portowym zostaliśmy przywitani przez załogę kieliszkiem szampana a następnie odprawieni identycznie jak na lotnisku, z wykrywaczem metali i prześwietlaniem bagażu włącznie.
Teraz możemy już wejść na pokład i przejść obowiązkowe szkolenie bezpieczeństwa.

szkolenie.jpg


Otrzymaliśmy kabinę na pokładzie 4 o numerze J37, okno i 4 koje.
Tego dnia po ponad 8h podróży nie byliśmy już w stanie zejść do miasta, zapoznaliśmy się ze statkiem i czekaliśmy na występ gwiazdy wieczoru. Jacka Kawalca.

plan_pokladow.jpg



kawalec.jpg


Następnego dnia od rana zwiedzamy Teneryfę ...Dzień 2 - 15.12.2017 - Teneryfa

Budzimy się wcześnie rano, za oknem jeszcze ciemno, pod drzwiami kajuty czeka już kolejna gazetka dnia, widocznie w nocy nasza pokojówka Anna wsunęła ją pod drzwi. Zauważamy pierwszą różnicę względem rejsu na Costa Deliziosa. Jest bardziej kameralnie, co z biegiem czasu będzie się pogłębiać. Wiem ze Anna jest z Odessy, zostawiła tam synka oraz mamę, a na Ocena Majesty będzie jeszcze 3 miesiące. Z biegiem godzin poznamy bardziej naszego kelnera Jonathana z Filipin oraz pozostałych członków załogi z którymi mieliśmy kontakt.


plan2.jpg



Śniadanie na statku można zjeść w 2 lokalizacjach, na pokładzie 3 w restauracji oraz na pokładzie 7 w barze samoobsługowym, postanawiamy zjeść na świeżym powietrzu i zaplanować dzisiejszy dzień.
Planowanie dnia na statku jest całkowicie inne niż na lądzie, godziną kluczową i nieprzekraczalną jest godzina wyjścia statku z portu. Statek nie czeka na spóźnialskich, co powoduje dość duży stres osobom chcącym zwiedzać na własną rękę. Do tej grupy należymy także my, głównie z powodów finansowych, gdyż wycieczki na ląd organizowane przez biuro podróży są piekielnie drogie, ale także ściśle zaprogramowane, a my lubimy chodzić własnymi ścieżkami, poznawać ludzi i lokalną kulturę. Jeśli ktoś woli podążać za przewodniczką z parasolką, może skorzystać z wycieczek zorganizowanych z polskim przewodnikiem. Jeśli ktoś nie chce schodzić ze statku, też ma wiele atrakcji na pokładzie. Większość jednak zorganizowanym transportem opuszcza statek.

plan2a.jpg



Jest wiele stron opisujących dokładnie gdzie iść, co zobaczyć w czasie postoju w porcie, warto także wcześniej w domu zrobić sobie plan każdego dnia, wyszukać połączenia autobusowe lub najbliższe wypożyczalnie samochodów, zaoszczędzi to wiele czasu i unika się stresu oraz zaoszczędzi na roamingu danych. Zawsze warto także zrobić sobie rezerwę na nieoczekiwane zdarzenie podczas powrotu.
My planowaliśmy zobaczyć: wulkan Teide, San Cristóbal de La Laguna, piękne balkony w La Orotava oraz Puerto de la Cruz.
Dojazd do La Laguny i Puerto de la Cruz nie stwarza problemu, kursują tam tanie autobusy, to organizacja przejazdu do Park Narodowy Teide przerosła mnie czasowo. Wymagało to zmiany autobusów, postanowiliśmy więc wynająć samochód. W drodze do wypożyczalni zaczepił nas kierowca busa, który zaproponował nam swoje usługi za cenę wynajęcia auta z wypożyczalni (potrzebowaliśmy 6 osobowego auta). Obiecał czekać na nas w każdym punkcie tak długo jak chcemy. Rozwiązanie idealne dla 6 osobowej rodziny. Zaoszczędziliśmy także czas na procedurach wynajęcia samochodu, co pozwoliło nam na mały bonus.

Pierwszy punkt podróży to wulkan. Każdy kto był na Teneryfie wie, że to obowiązkowy punkt każdego turysty. Niestety wyjście na najwyższy szczyt Hiszpanii jest rejestrowane i trzeba je zamawiać wcześniej, nam wystarczy trasa dookoła wierzchołka, co przy temperaturze -1st C i silnym wietrze było dla dzieci nie lada wyczynem.
W czasie jazdy kierowca zatrzymywał się w ciekawych punktach widokowych i opowiadał o wyspie i jej klimacie. Faktycznie zmiana klimatyczna wraz ze zmianą wysokości była olśniewająca.

chmury.jpg



obserwatorium.jpg



wulkan1.jpg



wulkan2.jpg



wulkan3.jpg



Zmarznięci schodzimy z góry i jedziemy do pięknej miejscowości nad Porto de la Cruz o nazwie La Orotava, jest podobno jedną ze starszych miejscowości na wyspie i słynie z urokliwych uliczek z stylu kolonialnym z pięknymi balkonami. Niestety w grudniu kwiaty na balkonach nie wyglądały zbyt bujnie, ale za to szopka betlejemska była gigantyczna. Dzieci były zachwycone.

orotava1.jpg



orotava2.jpg



Pora na Puerto de la Cruz, najstarszy kurort na Teneryfie słynący z Loro Parku, prywatnym ogrodzie zoologiczno-botaniczny, którego reklamy są na każdym słupie i tablicy. My tę atrakcję odpuszczamy i kierujemy się do centrum miasta z czarną plażą i fortyfikacją. Obowiązkowe lody, zdjęcie z armatą i krótki spacer po miasteczku, czas wracać do portu. Zregenerować siły i zrelaksować się na pięknej piaszczystej plaży Playa de Las Teresitas. - bonus czasowy dzięki sprawnej jeździe lokalnego kierowcy.

Dojechaliśmy tam z portu autobusem nr 910 bezpośrednio z portu na plaże w 15 minut, koszt 1,2E dorosły za dzieci kierowca nie policzył nic.
Piasek na plażę podobno przywieźli z Sahary, nie dziwię się, na Teneryfie inne plaże wyglądają jak po wybuchu wulkanu ;)
W końcu udało mi się odpalić drona, wcześniej wiatr nie pozwalał na zdjęcia z góry. Plaża robi ogromne wrażenie, a jest grudzień !!

sahara.JPG



Wracając na statek mijamy przygotowania do Nowego Roku, jak przystało na miasto portowe scena zbudowana jest z kontenerów.

scena.jpg


W porcie można także zobaczyć polski akcent

malinowski.jpg



Pozostała kolacja, występ gwiazdy wieczoru oraz muzyka do późna w barze na 5 piętrze. Na szczęście piwo i wino w cenie....

menu2.jpg



o północy wypływamy na La Gomerę ...Dzień 3 - 16.12.2017 - La Gomera

Z niewiadomych wówczas nam przyczyn zmienił się program rejsu, mieliśmy płynąć na La Palmę, a statek przypłynął na La Gomerę, potwierdzeniem tego faktu była kolejna już gazetka.
Z ciekawostek, dziś także odbędzie się kolacja kapitańska, trzeba wyciągnąć z walizki garnitur.

plan3.jpg



Nasz dyrektor rejsu poprzez nagłośnienie statku poinformował o zmianach, związanych warunkami pogodowymi na poprzednim rejsie. Podobno sztorm nie pozwolił wpłynąć do portu na La Gomera więc statek udał się na La Palmę. Teraz dokonali zamiany. W związku z tym nie ma dla nas miejsca w porcie i musimy stać na kotwicy, a do portu będziemy transportowani małymi łodziami. Rezerwacje miejsc w małych portach dokonywane są wiele miesięcy przed planowanym przypłynięciem, a port w San Sebastian de la Gomera ma tylko jedno duże miejsce dla wycieczkowców i w tym dniu cumowała tam Aida.


aida.jpg



Ta zmiana portu to doskonały przykład konieczności posiadania planu B, morze jest nieobliczalne i zawsze może zdarzyć się że do jakiegoś portu nie wejdziemy lub będzie w innym terminie. Przypomniała mi się relacja @greg2014 z rejsu po Karaibach, podczas którego z powodu pogody musieli ominąć port na Dominikanie. Dobrze że nie zarezerwowałem wcześniej auta przez Internet na La Palma.

La Gomera to mała wyspa, bardzo słabo zmieniona dla turystów, nie ma tu dużych kurortów, a i plaże są raczej skromne. Główne atrakcje to miasteczko San Sebastian z Torre del Conde, najstarszym obiektem na Wyspach Kanaryjskich, i domem Krzysztofa Kolumba w którym mieszkał przed wypłynięciem w kierunku Ameryki. Większość autokarowych wycieczek prowadzi do Parku Narodowego Garajonay - lasy wawrzynowe wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. I taki jest plan na nasz dzień. Wyruszamy na dworzec autobusowy i czekamy na autobus linii nr 1 do Valle Gran Rey który zatrzymuje się także w okolicy Parku. Niestety dziś sobota i autobusy kursują w okrojonym składzie, pierwszy wyjechał o 8:00, czekamy na autobus o 10:30.

Dwa statki wycieczkowe w małej miejscowości zwiastują kłopoty, mam wrażenie, że turystów jest więcej niż mieszkańców, zdecydowana większość pojechała zorganizowanym transportem ze statku, lecz kilkadziesiąt osób miało taki sam plan jak my. Co poskutkowało brakiem miejsc w autobusie. Kolejny o 12:00. Nie zdążymy wrócić !! Postanawiamy zmienić plany i najpierw zwiedzić miasteczko, port i plażę, wypić kawę i pomyśleć innym transportem do lasu wawrzynowego.


gomera1.jpg



gomera3.jpg



gomera4.jpg



kotwica.jpg



kotwica2.jpg



Na spokojnie zwiedziliśmy miasteczko i każdy udał się w swoim kierunku na zwiedzanie w podgrupach. Las z UNESCO nie był nam pisany, być może będzie to powód do kolejnej wizyty.

Została mi ok godzina do powrotu na statek mam więc czas na odpalenie drona i wykonanie kilku ładnych ujęć z góry.

gomera_dron1.JPG



gomera_dron2.JPG



gomera_dron3.JPG



i co teraz? do ostatniego połączenia na statek zostało 30 minut. Rozpoczęły się szybkie poszukiwania drabiny, na szczęście mieszkańcy San Sebastian to super ludzie i dobrowolnie podchodzili i pytali się czy mogą jakoś pomóc. Nikt w okolicy nie miał tak wysokiej drabiny, ani kija, nie mówiąc już o zwyżce. Pogodziłem się z utratą drona. Oznaczyłem miejsce, w którym jest i wróciłem na statek. Coś ta La Gomera mi nie sprzyja.


palma.jpg



Czas przygotować się do uroczystej kolacji, obowiązkowe zdjęcie z kapitanem (płatne 6E), uroczysta kolacja, wieczór z Jackiem Kawalcem i długi rejs na Maderę. Kolejny port Funchal.
Zasypiając myślę o dronie, który został na najwyższej palmie w parku Torre del Conde Park na La Gomera.-- 24 Gru 2017 12:07 --

Dzień 4 - 17.12.2017 - Funchal, Madera

Kolejny dzień, kolejna gazetka. Wiem, że sporo osób odchorowało otwarty ocean, fale miały tylko 2m ale spora część gości nie pojawiła się na uroczystej kolacji, a i na śniadaniu jakoś było mniej ludzi. W różnych miejscach na statku pojawiły się tez tabletki na chorobę morską. Nas na szczęście choroba morska ominęła i pełni sił czekamy na główną atrakcję wycieczki - Maderę.
Do portu wpłyniemy ok 11:30 wiec mamy przedpołudnie na zajęcia na statku. Zdjęcia statku wykonywałem głównie w czasie, w którym odbywały się wycieczki, nie chciałem uwieczniać na zdjęciach przypadkowych ludzi.

plan4.jpg



Zanim jednak przejdę do Madery, muszę napisać parę słów o Ocean Majesty oraz Itace. Nie jestem ultranacjonalistą, ale muszę przyznać, że Itaka wykonała kawał dobrej roboty. Wszystko od strony organizacyjnej zostało przygotowane perfekcyjnie. Jest to rejs dla polskiego pasażera, który głównie ze względów bariery językowej nie podróżował na innych wycieczkowcach. Widać to na każdym kroku i należą się słuszne pochwały dla Itaki, że się tego podjęła. Z czystym sumieniem mogę napisać, że wysłałbym swoich rodziców na ten rejs samych i bez problemu poradzili by sobie w każdej sytuacji nie znając języka.

Ocean Majesty to już trzecie imię nadane temu statkowi. Wcześniej pływał pod banderą hiszpańską jako prom pasażerski. W obecnej chwili pływa pod banderą portugalską, port macierzysty Madera, oficerowie statku to grecy, grecka firma tez wynajmuje statek dla Itaki. W sumie statek może pomieścić pond 600 pasażerów. Jego załoga liczy natomiast 250 osób, z czego około 20 to Polacy (animatorzy, recepcjoniści, barmani, lekarz).
Rok budowy:1966
Wymiary:131 x 19 m
Zanurzenie:5 m
GT:10417 t
NT:4189 t
DWT:1031 t

Mimo swojego wieku i kilku remontów, statek prezentuje się bardzo ładnie, ma piękną linię i jest bardzo zadbany i czysty. Non stop obsługa polerowała wszystko na statku, w portach myli okna, odnawiali osprzęt.


taras.jpg



statek1.jpg



statek2.jpg



statek3.jpg



Na górnych pokładach jest kilka atrakcji dla dzieci, lecz głównie miejsca do odpoczynku i opalania. W czasie rejsu wszystkie leżaki były zajęte.

statek4.jpg



statek5.jpg


W czasie rejsu oficer nawigacyjny cały czas uzupełniał na mapie naszą pozycję, kurs oraz podawał warunki pogodowe, w tym wysokość pływów oraz fal.

statek6.jpg



statek14.jpg



Podczas wpływania do portów załoga wciągała na maszt flagę Itaki. Drobny gest, ale fajnie wrażenie. Wg mojej wiedzy to pierwsze takie przedsięwzięcie w wolnej Polsce. Z rozmów z załogą dowiedziałem się, że jeśli te rejsy odniosą sukces to Itaka planuje rejsy na fiordy. Być może z Gdyni ?

statek7.jpg





statek8.jpg



Jak już pisałem, wszytko dopracowane jest do ostatniego szczegółu. Podkładki pod drinki tez są z logo Itaki.

statek9.jpg


Menu także.

statek13.jpg



statek10.jpg



statek11.jpg



statek12.jpg


Kabina z balkonem, na najwyższym pokładzie:

statek15.jpg



A my po całej nocy i przedpołudniu zbliżamy się do Funchal. Stolicy Madery.

-- 24 Gru 2017 12:11 --

greg2014 napisał:
Fajna relacja...chociaż drona szkoda:-(

A jak wygląda obłożenie i struktura wiekowa na statku ? Widzę, że Itaka zapewniła nie tylko polskie tłumaczenia i opiekę ale i nawet rozrywkę. Na statku są w ogóle jacyś obcokrajowcy (poza załogą oczywiście) ?


Obłożenie było praktycznie FULL, struktura wiekowa 50+, na statku była także grupa z Czech, miała swojego opiekuna i część tłumaczeń było także po czesku.

A co do drona to nie jest koniec jego historii.....Dzień 4 - 17.12.2017 - Funchal, Madera

Zbliżamy się do Madery, jak można wyczytać z gazetki na lądzie mamy ok 8h. Jest to bardzo mało nawet na zobaczenie najbliższej okolicy. Plan jest luźny, chcemy zobaczyć centrum, wyjechać kolejką na górę Monte, taksówką lub autobusem dostać się na punt widokowy Cabo Girão ze szklaną podłogą i przepięknym widokiem na Funchal. Wyjazd kolejką na Monte kosztuje ok 20E od osoby. Nie planujemy wynajmować samochodu gdyż 8h to za mało czasu jeszcze na formalności, a i tak dalej niż za Funchal nie wyjedziemy. Takie uroku rejsów.
Zaraz po wyjściu ze statku zostajemy zaatakowani przez "naganiaczy", którzy oferują swoje usługi oprowadzania po wyspie. są autka elektryczne, jest riksza, tuktuk, są autobusy hop-on hop-off, są tez prywatne busy. Po pozytywnych doświadczeniach z Teneryfy podchodzimy do kierowcy i pytamy ile za cały dzień jazdy z naszą 6 osobową grupą.

Okazało się ze w cenie zbliżonej do kosztu kolejki na Monte, kierowca obwiezie nas po okolicy, pokaże ciekawe miejsca i zawiezie do kolejki linowej za 5E, jeśli koniecznie chcemy jechać kolejką na Maderze. Jedynie bus jest 9 osobowy i musimy dobrać 2 osoby żeby mu się opłaciło. Miłe małżeństwo świętujące 40 rocznicę urodzin chętnie z nami pozwiedza okolicę. Także w 8 osób w cenie 25E za osobę dorosłą zwiedzimy okolicę. Na Monte tez wyjedziemy, ale samochodem, w gratisie transport do Rio de Janeiro ;)

Zaczynamy od wspinaczki wąskimi uliczkami w kierunku pierwszego punktu widokowego na trasie Restaurante Miradouro Cruz de Calderia. piękny taras przy restauracji.

madera1.jpg



Czas na atrakcję dnia czyli szklany taras Cabo Girão nad klifem. Az dziwne ze atrakcja ta jest darmowa. Pomimo usilnych starań cześć naszej ekipy nie weszła na tafle szkła. 580m w dół przez szklaną podłogę robi ogromnie wrażenie.


madera2.jpg




Dodaj Komentarz

Komentarze (11)

pieerx 24 grudnia 2017 11:23 Odpowiedz
brzemia 24 grudnia 2017 11:35 Odpowiedz
dzięki za info, muszę poprawić relację, podczas mojego pobytu żaden samolot nie startował i nie lądował. Prom na Teneryfę płynie 35minut, chyba to jest najlepszy sposób dostania się na wyspę.
greg2014 24 grudnia 2017 11:52 Odpowiedz
Fajna relacja...chociaż drona szkoda:-(A jak wygląda obłożenie i struktura wiekowa na statku ? Widzę, że Itaka zapewniła nie tylko polskie tłumaczenia i opiekę ale i nawet rozrywkę. Na statku są w ogóle jacyś obcokrajowcy ?
antares 24 grudnia 2017 15:27 Odpowiedz
brzemia napisał: greg2014 napisał:Fajna relacja...chociaż drona szkoda:-( A co do drona to nie jest koniec jego historii.....Skoro są zdjęcia z drona, to oczywiste, że musi być o nim ciąg dalszy:) Czekam niecierpliwie.
brzemia 24 grudnia 2017 15:29 Odpowiedz
Antares napisał:brzemia napisał: greg2014 napisał:Fajna relacja...chociaż drona szkoda:-( A co do drona to nie jest koniec jego historii.....Skoro są zdjęcia z drona, to oczywiste, że musi być o nim ciąg dalszy:) Czekam niecierpliwie.Niekoniecznie. Drona steruje sie aplikacją z telefonu. Telefon zapisuje kopie wykonywanych zdjec.Ale tak. Jego historia sie nie skonczyla.Wysłane z taptaka.
brzemia 25 grudnia 2017 18:03 Odpowiedz
Dzień 8 - 21.12.2017 - TeneryfaBez problemów dopływamy do portu w Santa Cruz na Teneryfie. W nocy musimy wystawić przed drzwi nasze główne bagaże, oznaczone zostaną wyniesione ze statku do odpowiedniego autokaru na lotnisko, mu musimy opuścić kajutę do godziny 9:00. O godzinie 11:30 mamy transfer na lotnisko i ponad 5h lotu powrotnego do Katowic. Na śląsku śnieg. Jesteśmy w domu ok 23:00. Jutro do pracy.Podsumowanie:Zimowy wypad uznaję za bardzo udany, Wysypy Kanaryjskie nigdy nie były dla mnie czymś szczególnym, nie ciągnęło mnie tu, ale muszę przyznać ze mają swój klimat i parę urokliwych miejsc. Bardziej gustuję w zielone krajobrazy, więc Teneryfa powyżej 1000m najbardziej mi się podobała. Wielkie słowa uznania dla Itaki, za odwagę i konsekwencję. Muszą na ten sezon uzbierać kilka tysięcy rodaków, co w brew pozorom nie jest łatwe, a konkurencja jest ogromna i ma 50 lat doświadczenia.Oby im się udało i już na stałe w polskich katalogach były rejsy. W sumie Polacy nie gęsi, i swój rejs mają ;)Wesołych świąt wszystkim czytającym ! Przepraszam za styl, niestety polonistą nie jestem.Stopy wody pod kilem !!
greg2014 25 grudnia 2017 21:22 Odpowiedz
Bardzo fajna relacja i na dodatek z miłym zakończeniem:-)Dla uzupełnienia jeszcze mały polski akcent ze wspomnianej Madery - też z jakiegoś rejsu:-) A jak oceniasz sam statek, kabiny, jedzenie i w ogóle obsługę na statku - choćby w porównaniu do poprzedniej Deliziosy, na której byłeś. Mam świadomość, że wielkościowo to są jednostki całkiem różne jednak dla pewnych kwestii jak np. jedzenie wielkość statku raczej nie powinna mieć znaczenia.
brzemia 26 grudnia 2017 09:38 Odpowiedz
Statków nie sposób porównać, całkowicie inna klasa obiektów, inne też odczucia na statku. Na Ocean Majesty to ładnie i nienagannie czysty utrzymany statek wycieczkowy, w którym w komfortowych warunkach zwiedza się atrakcje na lądzie. Costa Deliziosa to atrakcja sama w sobie, choć nie jest największa i aquaparku jeszcze nie ma. Mam nadzieję, że wytłumaczyłem swoją myśl w miarę jasno.Mogę ocenić obsługę oraz jedzenie.Obsługa na Ocean Majesty, bardziej się starała, nie wiem czy było to spowodowane brakiem obowiązkowych napiwków i każdy dawał z siebie wszystko, aby dostać coś indywidualnie. Czy po prostu na mniejszym statku jest się mniej anonimowym. Wielokrotnie spotkałem się z sytuacją w której kapitan lub inni oficerowie jedli w restauracji razem z gośćmi, nawet w restauracji samoobsługowej stali razem z nami w kolejce. Z mojego punktu widzenia było to miłe, że załoga nie odizolowywała się od pasażerów.Co do jedzenia, to niestety na Costa był większy wybór, oczywiście na Ocean Majesty wszystko było smaczne i świeże, ale na Costa śniadania zarówno w bufecie jak i w restauracji miały większy wybór. Np na Costa można było zamówić śniadanie belgijskie, norweskie, włoskie, angielskie z karty, na Oceanie był tylko bufet. Kolacje były tez bardziej wyszukane, choć tuńczyk na Ocean Majesty mnie zaskoczył.Rozmawiając z innymi współpasażerami, kilka osób także było na rejsach dużymi wycieczkowcami i oni podobnie jak ja byli zadowoleni z poziomu, bo mieliśmy świadomość wielkości i ograniczeń statku. Mieliśmy jedynie wrażenie, że osoby które nigdy wcześniej nie były na rejsie miały wyobrażenie, że statek będzie większy i bardzie będzie pływającym luksusowym hotelem.Spotkałem się tylko z jedną osobą, która ewidentnie była niezadowolona z sytuacji i głośno to komentowała.Ja Ocean Majestry oceniam pozytywnie, i jak już pisałem na myśl przychodził mi TSS Stefan BatoryWikipedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/TSS_Stefan_Batory
aga8-2007 28 grudnia 2017 21:59 Odpowiedz
Fajna relacja :) Miejsce zamierzam odwiedzić wnet ponownie! Każdemu polecam :)
brzemia 1 stycznia 2018 12:45 Odpowiedz
Cała wyprawa w obiektywiehttps://youtu.be/9w5c5OgDtPYSzczęśliwego Nowego Roku 2018 !!
grodzioflic 7 stycznia 2018 23:47 Odpowiedz
Dobra robota.